loader image

Jak stworzyć strategię dla miasta szczęśliwego?

Wywiad z Iwoną Matuszczak-Szulc. Dyrektor Wydziału rozwoju Miasta i Współpracy Międzynarodowej.

Byłaś organizatorką Forum Rozwoju Miast, które odbywało się w październiku. Czy szczęśliwe miasto da się dziś zaprojektować i co o tym decyduje?

Tak, moim zdaniem, na pewno tak! Tylko to szczęście niejedno ma imię. Bo każdy z nas szczęśliwe miasto rozumie nieco inaczej. Jest to naturalne i bardzo dobre, bo daje różnorodność. Są jednak pewne komponenty miasta, które powodują, że ludziom żyje się dobrze. Ważne jest też, żeby ludziom chciało się w tym miejscu być. Bardzo podoba mi się opinia, którą słyszałam wielokrotnie w Helsinkach. Pracownicy urzędu w każdym departamencie powtarzali ją jak mantrę i strategię. Otóż zależy im na tym, by działania podejmowane w mieście prowadziły do skracania czasu potrzebnego mieszkańcom na te codzienne czynności, które trzeba „załatwić”, czyli na przykład jakąś rejestrację czy przejazd z jednego miejsca w inne, oraz, by zaoszczędzoną w ten sposób godzinę mogli oni przeznaczyć na to, co naprawdę lubią robić – na realizację własnych planów życiowych czy po prostu przyjemności. A ja dodam ze swojej strony, że miło by było, żeby tę zaoszczędzoną godzinę przeznaczyli na zaangażowanie się w życie miasta.

Podczas Forum Rozwoju Miast padło stwierdzenie, że miasta stają się najbardziej dynamiczne, gdy połączymy we współpracy miasto i ludzi, a nie się ich rozdzielimy. Zapytam teraz w kontekście Poznania, który realizuje strategię rozwoju współtworzoną z mieszkańcami. Patrząc z perspektywy kilku lat, od kiedy strategia jest wdrażana, powiedz, na jakie obszary najbardziej mieszkańcy zwracali uwagę, a które Was najbardziej zaskoczyły?

Warto na początku wspomnieć o wynikach aktualizacji strategii rozwoju miasta Poznania, przygotowywanej razem z Metaphorem. Było to bardzo ciekawe przedsięwzięcie. Chyba pierwszy raz miasto zdecydowało się pracować nad swoją strategią metodami projektowymi, warsztatowymi, angażującymi mieszkańców w proces jej tworzenia. Nie narzucaliśmy rozwiązań, lecz słuchaliśmy tego, co jest dla poznaniaków ważne. Zdecydowanie największym zaskoczeniem była dla nas powtarzana przez wiele grup chęć zaangażowania się w sam proces rozwoju miasta. Niejednokrotnie podczas warsztatów okazywało się, że dla mieszkańców bardzo ważna jest zarówno możliwość decydowania o mieście, jak również odpowiedzialność, jaka się z tym wiąże. Jest to ogromna wartość. To jedna z tych cech miasta, której nie widać, a którą się wyczuwa i jest to niezmiernie istotne przy zarządzaniu miastem i tworzeniu nowych rozwiązań. Nie każde miasto taką wartość ma.

Na tym współuczestnictwie mieszkańców osadzają się wszystkie działania związane z Forum Rozwoju Miast. W tym roku odbyła się już trzecia jego edycja. Pierwsza zorganizowana została pod hasłem „Miasto dla mieszkańców, mieszkańcy dla miasta”. To sprzężenie zwrotne polega na tym, że nie tylko powinniśmy oczekiwać czegoś od urzędu miasta i instytucji, ale również – jako mieszkańcy – sami dużo miastu da. Po pierwsze jednak mieszkańcy muszą chcieć i wiedzieć, jak to robić, a po drugie urzędnicy muszą potrafić rozmawiać z mieszkańcami. Powinni umieć ich słuchać i rozumieć oraz stwarzać takie warunki, by ludziom chciało się przyjść i porozmawiać. Urzędnicy w każdym swoim działaniu powinni kierować się tym, co zostało zawarte w strategii rozwoju miasta. W niej bowiem – po badaniach i warsztatach z mieszkańcami – zapisaliśmy to, czym dla poznaniaków jest miasto szczęśliwe.

Co jest najtrudniejsze w realizacji strategii rozwoju miasta?

W tym miejscu musimy przypomnieć sobie to, co jest rolą urzędów miast. Działamy w oparciu o ustawę z 1989 roku, kiedy to zadaniem urzędu było przede wszystkim administrowanie i gospodarowanie mieniem, a urzędnik miał przywilej bycia urzędnikiem i nakazywania mieszkańcom robienia lub zabraniania czegoś. Niestety, czasem to przekonanie o władczej roli urzędu jeszcze pokutuje. Jednak, w moim odczuciu, bardzo mocno się to zmienia. Bardzo mocno zmieniają się też pracownicy. Urząd powinien teraz przyjąć raczej rolę koordynatora zmian w mieście. Dlaczego? Bo ma wszelkie narzędzia ku temu, żeby ten rozwój kreować. Posiada też środki i ludzi z odpowiednimi kompetencjami, by te działania wprowadzać. Ogromne znaczenie ma też to, że urząd miasta nie działa dla zysku. Dzięki temu może być koordynatorem niedochodowych inwestycji i wokół jednej myśli gromadzić i środowisko biznesowe, i osoby prywatne, i stowarzyszenia pozarządowe. Poza tym reprezentuje też grupy wykluczone, słabsze, które nie mają odpowiednich narzędzi i umiejętności, by walczyć o swoje prawa. Co ciekawe, urząd nie jest też bezpośrednio odpowiedzialny za wspieranie przedsiębiorczości czy szkolnictwa wyższego, gdyż w zapisie ustawy nie mieści się to w jego obowiązkach, a jednak te dwa obszary są niezwykle istotne dla rozwoju miast. Wszystko to pokazuje, że samorząd tworzony w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku wyglądał zupełnie inaczej niż ten, jakiego chcemy dziś i jakiego potrzebujemy do realizacji strategii rozwoju.

Najtrudniejsze w realizacji strategii jest to, by wypracować decyzje, które pogodzą często przeciwstawne potrzeby mieszkańców. Przykładem takich wykluczających się oczekiwań jest rewitalizacji ulicy Święty Marcina, przed rozpoczęciem której przeprowadzono konsultacje społeczne – badania i ankiety. Zarówno mieszkańcy, jak i przedsiębiorcy mający na tej ulicy swoje punkty handlowe, bardzo mocno podkreślali, że niezmiernie ważne są dla nich miejsca parkingowe. Z drugiej jednak strony, mieszkańcy zwracali uwagę, że chcą żyć w czystym mieście, bez spalin, i spędzać czas na zewnątrz. Rolą urzędu jest więc umiejętny wybór pomiędzy tymi sprzecznościami i spojrzenie na problem z szerszej perspektyw. Trzeba analizować dane i przewidywać trendy, myśleć o tym, co będzie ważne dla ludzi za kilka lat. Potem zaś wytłumaczyć to mieszkańcom i przekonać ich, że może warto zmienić swoje przyzwyczajenia, gdyż w perspektywie dłuższego czasu będzie to miało lepsze skutki.

Charles Montgomery, autor książki „Miasto szczęśliwe. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta?”, który był gościem III Forum Rozwoju Miast, świetnie pokazał i przedstawił w liczbach, co to znaczy żyć w mieście szczęśliwym. Otóż jego zdaniem, szczęście daje nam obecność innych ludzi oraz to, że jesteśmy w spokojnym miejscu, otacza nas dobra architektura i tereny zielone. Także ruch daje nam szczęście. Oznacza to zatem, że trzeba czasem zmienić proporcje funkcjonalności w mieście, czyli na przykład wyeksponować tereny rekreacyjne, zaprojektować ciekawą przestrzeń, sprawić, by droga nie była uciążliwością. W przestrzeni zajętej przez samochody trudno odpocząć i zwrócić uwagę na otoczenie, trudniej też o nawiązanie jakichkolwiek relacji międzyludzkich. Udowodniono na przykład, że konieczność przejścia przez ruchliwą ulicę powoduje wzrost stresu w naszym organizmie. Ludzie stają się spięci i skupieni tylko na tym działaniu, przy czym chcą jak najszybciej pokonać przeszkodę, by znaleźć się w bardziej przyjaznej przestrzeni. Podobnie jak mieszkańcy spędzający więcej niż godzinę dziennie w samochodzie. Ich poziom zadowolenia z życia spada. Skutkuje to tym, że w dłuższej perspektywie nie znają swojej dzielnicy, „przemykają” do siebie i nawet nie zwracają uwagi na ciekawe miejsca. Prowadzi to dalej do tego, że jednostka nie jest tak szczęśliwa w danym miejscu, jak mogłaby być, nie jest też tak kreatywna czy otwarta. Wewnętrzne zadowolenie powoduje, że lepiej widzimy całe otoczenie. Jest to oddolne przejście do miasta szczęśliwego. Miasto szczęśliwe to szczęśliwa jednostka. Trzeba więc robić wszystko, by zniwelować te uciążliwości dnia codziennego, które powodują, że po prostu jesteśmy poirytowani.

To rolą urzędu jest trochę „administrowanie” szczęściem mieszkańców 🙂
Tak! Urząd ma narzędzia, które może wykorzystać. I to się dzieje. Zmiany są widoczne, choć oczywiście zawsze może być jeszcze lepiej.

​Wyzwaniem jest także uwzględnienie trendów, zmieniającego się stylu życia, ale też czasu realizacji procesu. Chociażby w przypadku przebudowy ulicy Święty Marcin. Dziś na to samo pytanie o to, jakie są wasze potrzeby, prawdopodobnie mieszkańcy odpowiedzieliby inaczej, bo my też się zmieniamy. A taka inwestycja jest zawsze rozciągnięta w czasie i tę szczęśliwość trzeba zaprojektować już dla nowego „dzisiaj”.

Oczywiście, że tak! Powiem więcej, oprócz wszystkich analizowanych trendów trzeba jeszcze uwzględnić demografię. Młodzieżowa Rada Miasta, która działa bardzo aktywnie, zaczęła pokazywać, jak mocno zdywersyfikowane są potrzeby młodych ludzi, jak dalekie od tego, co nam się wydaje, jest to, co im dostarczamy. Zmieniają się potrzeby poszczególnych grup. W Poznaniu w 2000 roku zauważyliśmy po raz pierwszy negatywne saldo migracji. Więcej osób zaczęło wyprowadza
się z miasta niż do niego przybywa. Młodzi rodzice szukali miejsca w Poznaniu, gdzie ich dzieci mogłyby swobodnie biegać, a oni mogliby odpocząć. Ideałem stał się więc dom z ogródkiem za miastem, gdyż ze względów ekonomicznych było to możliwe do osiągnięcia. Nikt nie brał wtedy pod uwagę uciążliwości codziennych dojazdów. W tej chwili osoby w podobnym wieku, po pierwsze, później zawierają związki małżeńskie, po drugie, bardziej dążą do uczestnictwa w życiu miasta. Dotyczy to zarówno kultury, jak również edukacji i zabawy dla nich i ich dzieci. Osoby te już nie do końca chcą jeździć 20 czy 40 kilometrów codziennie rano do pracy. Bardzo mocno zmieniają się priorytety tej grupy osób. Ważne staje się dla nich na przykład to, gdzie i co zjedzą. To bardzo istotne dla rozwoju miasta, że chcą korzystać z wszystkiego, co im miasto oferuje. Kolejną bardzo mocno zmieniającą się grupą są seniorzy. Jeszcze kilkanaście lat temu wielcy nieobecni, a dziś – świadomi swoich praw i bardzo aktywni uczestnicy wydarzeń w mieście. Chcą lepszego dostępu do kultury, do sportu. Trzeba im zapewnić odpowiednie warunki do życia w mieście.

Kiedyś się mówiło, że, jak ktoś jest kiepski, to idzie pracować do urzędu. Dziś coraz bardziej widzimy, że urzędnicy muszą mieć ogromną świadomość i wiedzę merytoryczną oraz umiejętność czytania między wierszami, ale też odpowiedni poziom empatii, by skutecznie komunikować się z otoczeniem. To jest misja. Już nie mówiąc o tym, że muszą umieć przedrzeć się przez gąszcze wymogów administracyjnych i ustawowych, a jednocześnie nie stracić energii, by realizować nowe zadania i robić coś pożytecznego. To wymaga dużo odwagi.

Temu właśnie służyły studia „Liderzy zmian w mieście”, które opracowaliście wspólnie z Metaphorem i zrealizowaliście na Uniwersytecie SWPS.

To pierwsze takie studia w Polsce, skierowane właśnie dla urzędników, których program nie dotyczy administracji, lecz innych kompetencji potrzebnych w dzisiejszym urzędzie. Właśnie. Celem przedsięwzięcia było to, by urzędnika nauczyć docierania do sedna sprawy i zrozumienia faktycznych potrzeb mieszkańca, czasem także tych niewyartykułowanych. Jest to ważne, by odpowiednio zdiagnozować problem i opracować najlepsze rozwiązanie. Drugim założeniem studiów było nauczenie urzędników niekonwencjonalnych sposobów rozwiązywania problemów. Oczywiście prawa trzeba bezwzględnie przestrzegać, ale stwierdzenie, że „zawsze” coś robiło się w dany sposób, dziś już nie wystarcza. Czasem zastosowanie innych narzędzi daje nam o wiele lepsze rozwiązanie, zaskakuje nas efektem. Warto też konfrontować ze sobą nierozmawiające dotąd strony, pokazać im inne punkty widzenia, by osiągnąć nowe porozumienie.

Które miasto europejskie, a może światowa metropolia jest według Ciebie – w kontekście Forum Rozwoju Miast – najbliższa ideału pod względem strategii i wyzwań współczesności?

Szczegółowo udało mi się poznać kilka, może kilkanaście metropolii i ich strategie. Bardzo podoba mi się to, co dzieje się w Helsinkach. Jest to ciekawe miasto. Widać, że ludzie działają tam z pasją. Starają się, ale też spokojnie przyznają do tego, że coś się im nie udaje, szukają sposobów, by w końcu wyszło im to, co chcą robić. Poza tym interesujące jest też to, że rozwój miasta wplatają w codzienne życie i w każdym miejscu starają się angażować innych do współpracy. Takim przykładem myślenia w szczególny sposób o ludziach jest dla mnie helsińska biblioteka. Spędziłam tam trochę czasu. Ten budynek mnie urzekł. Nie jest on standardowy. Jest zbudowany w taki sposób, by wiele różnych osób, w różnym wieku, o różnych potrzebach i różnej sprawności fizycznej mogło spędzić ciekawie czas. Tam nawet podłoga nie jest prosta. A dlaczego? Ponieważ celowo wznosi się tuż przy oknie, by starsi ludzie mogli odbywać swój codzienny spacer, obserwując krajobraz za oknem. Poza tym w budynku są strefy wyciszone do nauki i strefy nowych technologii, ale także bezpieczne przestrzenie do zabaw dla dzieci. Miejsce to ma zupełnie nowe znaczenie, inne niż standardowo pojmowana biblioteka. Mówi się, że biblioteki tracą na znaczeniu. Tymczasem miasto wydaje ogromne fundusze na tworzenie biblioteki, która dzięki swoim nowym funkcjonalnościom staje się miejscem kulturotwórczym.
Mamy zatem w tym obszarze jeszcze mnóstwo pracy do wykonania. Urząd to na szczęście taka ciekawa instytucja, w której, gdy wiesz jak, wiesz po co i masz wokół siebie odpowiedni zespół ludzi, budżet sam się znajdzie na realizację każdego projektu.

I potrzebna jest też pasja, bo podczas tej rozmowy, w każdym zdaniu, czuć Twoją chęć do zmieniania urzędu i ludzi, którzy go reprezentują, tak by Miasto było bliskie mieszkańcom i dawało im przestrzeń do bycia szczęśliwymi w tym miejscu na Ziemi.

Dziękujemy bardzo za rozmowę!
Monika Tokarska i Aneta Grzegorzewska-Półtorak, Spółdzielnia PR

Facebook
Facebook
LinkedIn